PiS przejmuje kontrolę nad sądami

Ustawa rządowa o Krajowej Radzie Sądownictwa, podobnie jak poprzednie ustawy o prokuraturze, Trybunale Konstytucyjnym, służbach fiskalnych, służbie cywilnej, mediach ma tylko jeden cel: przechwycenie przez PiS kontroli nad kadrami.

Przypomnijmy, że Solidarność przystąpiła do rozmów Okrągłego Stołu z żądaniem uniezależnienia sądownictwa od władzy wykonawczej i ustawodawczej. Nadzór nad niezależnością sądów i niezawisłością sędziów powierzono Krajowej Radzie Sądowniczej, która działa od stycznia 1990 roku. Konstytucja z 1997 roku roku ugruntowała niezależną i silną pozycję tego organu. KRS monitoruje i ocenia pracę sędziów oraz przedstawia prezydentowi kandydatury na wszystkie zwalniające się stanowiska sędziowskie. Zgodnie z Konstytucją w 25-osobowej KRS 15 osób stanowią przedstawiciele sędziów. Sejm do KRS wybiera czterech posłów, Senat 2 senatorów, poza tym do KRS wchodzi jeszcze I prezes Sądu Najwyższego, minister sprawiedliwości, prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego i przedstawiciel prezydenta.

Projekt pisowski łamie postanowienia Konstytucji. PiS proponuje, aby 15 przedstawicieli środowisk sędziowskich wybierał Sejm, co jest uzasadniane art. 4 Konstytucji, który mówi o tym, że „naród sprawuje władze bezpośrednio lub przez swoich przedstawicieli”. Ma to być według PiS „demokratyzacja sądownictwa”. W ten sposób Sejm wybierałby do KRS nie tylko 4 posłów, ale i 15 sędziów – razem 19 na 25 członków KRS. Większość pisowska w Sejmie i Senacie plus minister sprawiedliwości i przedstawiciel prezydenta przejęliby pełną kontrolę nad KRS.

Wystarczy przejrzeć protokoły Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego z lat 1993-1997, aby zorientować się, że twórcom Konstytucji w ogóle do głowy nie przychodziło, żeby Sejmowi powierzać wybór przedstawicieli środowiska sędziowskiego. Komisja Konstytucyjna zastanawiała się, czy Sejm ma wybierać do KRS 4 czy 5 osób, czy powinni to być posłowie czy też przedstawiciele wyższych uczelni, czy jeśli będą to posłowie, to postawić im wymagania odnośnie kwalifikacji. O tym, żeby Sejm wybierał przedstawicieli środowisk sędziowskich, nie ma w ogóle mowy na żadnym posiedzeniu Komisji Konstytucyjnej, bo było oczywiste, że powinni oni wybierać się sami, choć nie zostało to zapisane wprost w Konstytucji.

Oskarżenia, że sędziowie są jakąś sitwą, korporacją i nie mają mandatu, aby sami siebie wybierać jest bezpodstawne, gdyż każdego sędziego powołuje demokratycznie wybrany przez naród prezydent RP i to stanowi dostatecznie silne umocowanie sędziów, aby sami mogli wybierać swoich przedstawicieli.

Powołanie większości członków KRS przez Sejm zagwarantuje władzy ustawodawczej pełną władzę nad sądownictwem, co stoi w sprzeczności z art. 10 Konstytucji, który mówi o podziale i równowadze władz, i zasadniczo osłabi niezależność sądów i niezawisłość sędziów, o których mówi art. 186.

Projekt PiS wygasza kadencję całej KRS, co jest sprzeczne z art. 187 ust. 3, który mówi o czteroletniej kadencji członków KRS. Ustawa o KRS dopuszcza w indywidualnych przypadkach wcześniejsze wygaszenie mandatu członka, np. w przypadku śmierci lub orzeczenia dyscyplinarnego. Czym innym jednak są przypadki wygaszenia mandatu z indywidualnych przyczyn, a czym innym hurtowe pozbawienie członków KRS ich funkcji. Analogicznie można by przyjąć ustawę o wygaszeniu kadencji prezydenta w 30 dni, nie oglądając się na zapisaną w Konstytucji 5-cioletnią kadencję.

Na wypadek, gdyby jednak wybrani przez większość sejmową sędziowie okazali się niepokorni, wymyślono jeszcze jedno niekonstytucyjne zabezpieczenie dla dyktatury PiS: wprowadzono nieistniejący w Konstytucji podział KRS na dwa zgromadzenia – sędziowskie składające się z 15 sędziów, i drugie dziesięcioosobowe, składające się m.in. z 6 przedstawicieli parlamentu, ministra sprawiedliwości i prezydenta. Każda decyzja musi być podjęta przez oba zgromadzenia. Drugie zgromadzenie może więc zablokować sędziów, gdyby rekomendowali kogoś nie po myśli ministra Ziobro. Równie dobrze można by ustawą podzielić Sejm na dwa zgromadzenia – jedno rządowe, drugie opozycyjne – i zapisać, że przechodzą tylko te ustawy, które zostaną uchwalone przez oba zgromadzenia.

W Polsce mamy ok. 10 tysięcy sędziów. Powołania sędziów i awanse na wyższe stanowiska to kilkaset decyzji personalnych rocznie. Prezydent już dziś blokuje pojedyncze nominacje np. sędziego z Lublina, który orzekł nie po myśli prezesa Kaczyńskiego czy też sędziego z Gdańska, który naraził się Ziobrze. Czy w tych warunkach, gdy PiS będzie kontrolował wszystkie nominacje sędziowskie sędziowie w sporach obywateli z władzą zachowają niezawisłość?

PiS powołuje się na przykład Niemiec, gdzie istotną rolę w powoływaniu sędziów odgrywa federalny minister sprawiedliwości i ministrowie landów. Lekceważy jednak fakt, że w Niemczech istnieją komisje kwalifikacyjne, które typują kandydatów na stanowiska sędziowskie, a prezesi sądów są konsultowani przed powołaniem sędziego w ich sądzie.

Rady sądownictwa odpowiadające za ocenę i awanse sędziowskie rozpowszechniły się w Europie po II wojnie światowej. W ostatnich rekomendacjach OBWE i Rady Europy zaleca się, aby główną rolę w radach sądowniczych odgrywali przedstawiciele sędziów wybierani przez samych sędziów. Te rekomendacje stosuje już większość krajów europejskich, ostatnio odpowiednie zapisy konstytucyjne przyjęto w Albanii, Gruzji, Armenii i na Ukrainie. Dla krajów wychodzących z komunizmu Polska stawiana była do tej pory za wzór, jeśli chodzi o Trybunał Konstytucyjny czy niezależność sądownictwa. Dziś PiS spycha nas do pozaeuropejskiej ligi.
Trwa ładowanie komentarzy...